
Wspinaczka wysokogórska
- Wysokość max: 4061 m n.p.m
- Długość: -
- Trudność: PD-
- Punkt początkowy: Schr. Vitt.Emanuele II
- Czas przejścia: 4-5 h
- Zejście: tą samą drogą
- Wystawa: -
- Skojarzone nazwy: -
- Link: -
Wychodzimy ok. godz. 5-6 rano ze schroniska Vittorio Emanuelle II i kierujemy się na ścieżkę, która prowadzi za schronisko. Idziemy w świetle czołówek pomiędzy kamieniami na morenę poniżej lodowca. W miejscu gdzie kończą się kamienie ścieżka staje się bardziej widoczna i dochodzimy do lodowca, który schodzi ze szczytu Gran Paradiso. Tutaj ubieramy raki i wiążemy się lina. Pierwszy odcinek lodowca nieco stromy pokonujemy trzymając się prawej strony. Po przejściu tego odcinka nachylenie lodowca spada i rozpoczynamy długie podejście, które staje się coraz bardziej ewidentne, mijając żandarmy, dochodzimy do szczeliny brzeżnej. Pokonujemy szczelinę i następnie kierujemy się na eksponowaną grań szczytową,. Przechodząc granią dochodzimy po chwili do 1-2 m trawersu (II), który wyprowadza nas na wierzchołek gdzie znajduje się figurka Madonny.
Uwagi: grań szczytowa często bywa zatłoczona, należy zachować ostrożność podczas "mijanek". Warto również ,po przyjściu do schroniska Vitt. Emanuele II poprzedniego dnia, zrobić od razu rekonesans na odcinku, który będziemy pokonywać rano w świetle czołówek.
Uwagi: grań szczytowa często bywa zatłoczona, należy zachować ostrożność podczas "mijanek". Warto również ,po przyjściu do schroniska Vitt. Emanuele II poprzedniego dnia, zrobić od razu rekonesans na odcinku, który będziemy pokonywać rano w świetle czołówek.
RELACJE
Data aktywności: 07-08-2008, Autor: Anulka
Wedrowke rozpoczelismy z miejscowosci Pont (1960 m.n.p.m.), gdzie ma poczatek swoj szlak do schroniska Vittorio Emanuele II. Szeroka i przepiekna widokowo sciezka wije sie mijajac przepiekny wodospad po lewej stronie. Po drodze nietrudno spotkać kozicę, koziorożca, lisa lub świstaka. Szlak wiedzie przez laki i moreny (roslinnosc coraz bardziej skapa) az dochodzimy do blaszanego schroniska Vittorio Emanuele II (2732 m.n.p.m.- schronisko to dysponuje 43 lozkami, czynne od konca kwietnia do 25 wrzesnia, tel. +39 01 6595920). Tutaj tez zakladamy oboz (mozna sie rozbic na jedna noc powyzej schroniska, choc w Parku Narodowym jest to zabronione i czasami trzeba ponegocjowac ze straznikami aby przymkneli oko na jedna noc). Jesli ktos decyduje sie na nocleg w schronisku nalezy wczesniej zarezerwowac w nim miejsce.
Na drugi dzien musielismy wstac juz o 3 rano, aby zdazyc jeszcze zaliczyc szczyt przd zalamaniem sie pogody przewidzianej na popoludnie (w schronisku mozna sprawdzic sprawdzic prognoze pogode na 3 dni do przodu). To jest poswiecenie!Wyruszylismy ze schroniska na polnoc kamienista droga, przeszliszmy przez moreny az do jezora lodowca, gdzie nalezy zalozyc raki i przygotowac sie do wspinaczki po lodowcu. Nastepnie w gore lodowca (nachylenie stoku okolo 35 °), trzymamy sie prawej strony i sledzimy przetarta juz sciezke. Istnieje mozliwosc wystepowania szczelin ale w niewielkiej ilosci. Po kilku godzinach stanelismy przy posagu Madonny pokonujac na koncu krotki, eksponowany odcinek wspinaczki mikstowej po blokach skalnych (10 metrow, stopien trudnosci II i I). Ze szczytu mozna dojrzec m.in Mont Blanc i Monte Viso. Ze szczytu schodzilismy ta sama droga.
Faktycznie, tak jak w zapowiedziach pogodowych, okolo godziny 13 zaczal padac deszcz i wiac wiatr ale my juz pomykalismy do naszych namiotow z uczuciem ulgi, ze sie udalo!Ogrzalismy sie w schronisku przy goracej czekoladzie... polecam!! (niektorzy przy piwie wychwalajac jego pozytywne wlasciwosci ulatwiajace regeneracje :-)...tak jak Olecki) i przeczekalismy zla pogode,
aby nastepnie zejsc do miejscowosci Pont. Dla nas zdobycie tego szczytu bylo o tyle istotne, gdyz przed wyprawa na Mont Blanc konieczna byla aklimatyzacja.
Gran Paradiso jest przepieknym tzw. wielkim samotnym szczytem...po dlugiej monotonnej wspinaczce po lodowcu zaskakuje eksponowanym wierzchlkiem...wtedy to wlasnie szczyt wydaje sie tak blisko a zarazem tak daleko :-). Ponadto, daje duza satysfakcje, nie ma tutaj kolejek liniowych, ktore pokonuja za nas wiele kilometrow, trzeba samemu sie wdrapac...
Na drugi dzien musielismy wstac juz o 3 rano, aby zdazyc jeszcze zaliczyc szczyt przd zalamaniem sie pogody przewidzianej na popoludnie (w schronisku mozna sprawdzic sprawdzic prognoze pogode na 3 dni do przodu). To jest poswiecenie!Wyruszylismy ze schroniska na polnoc kamienista droga, przeszliszmy przez moreny az do jezora lodowca, gdzie nalezy zalozyc raki i przygotowac sie do wspinaczki po lodowcu. Nastepnie w gore lodowca (nachylenie stoku okolo 35 °), trzymamy sie prawej strony i sledzimy przetarta juz sciezke. Istnieje mozliwosc wystepowania szczelin ale w niewielkiej ilosci. Po kilku godzinach stanelismy przy posagu Madonny pokonujac na koncu krotki, eksponowany odcinek wspinaczki mikstowej po blokach skalnych (10 metrow, stopien trudnosci II i I). Ze szczytu mozna dojrzec m.in Mont Blanc i Monte Viso. Ze szczytu schodzilismy ta sama droga.
Faktycznie, tak jak w zapowiedziach pogodowych, okolo godziny 13 zaczal padac deszcz i wiac wiatr ale my juz pomykalismy do naszych namiotow z uczuciem ulgi, ze sie udalo!Ogrzalismy sie w schronisku przy goracej czekoladzie... polecam!! (niektorzy przy piwie wychwalajac jego pozytywne wlasciwosci ulatwiajace regeneracje :-)...tak jak Olecki) i przeczekalismy zla pogode,
aby nastepnie zejsc do miejscowosci Pont. Dla nas zdobycie tego szczytu bylo o tyle istotne, gdyz przed wyprawa na Mont Blanc konieczna byla aklimatyzacja.
Gran Paradiso jest przepieknym tzw. wielkim samotnym szczytem...po dlugiej monotonnej wspinaczce po lodowcu zaskakuje eksponowanym wierzchlkiem...wtedy to wlasnie szczyt wydaje sie tak blisko a zarazem tak daleko :-). Ponadto, daje duza satysfakcje, nie ma tutaj kolejek liniowych, ktore pokonuja za nas wiele kilometrow, trzeba samemu sie wdrapac...
Data aktywności: 27-06-2004, Autor: olecki
Budzę się ok. 3 w nocy, nie mogę już dłużej spać, każdy tylko rusza się kolo mnie.
Poprzedniego dnia zjadłem, bardzo dobra kolacje w schronisku, wiec nie jestem bardzo głodny. Zresztą kolacje bardzo miło wspominam, dosiadłem się do stołu z przewodnikami alpejskimi, którzy nazajutrz mieli wyruszać na szczyt ze swoimi klientami. Przy szklance wina rozmawialiśmy o drodze na Gran Paradiso i o górach. Schodzę na śniadanie, kawa sucharki, miód, masełko, dużo tego nie ma, ale zawsze cos, a żołądek domaga się czegoś ciepłego. Pakuje plecak i ruszam. Idę pomiędzy zespołami, jest tyle osób, ze prawie nie musze zapalać czołówki. Dochodzimy do lodowca, już powoli świta, robię małą przerwę, a potem wchodzę na lodowiec. Przechodzę bez trudu stromą dolną partię potem już zostaje monotonne podejście, ale za to jakie widoki! Wreszcie dochodzę do szczeliny brzeżnej; jeden krok na mostku, druga noga za mostek i już jestem po drugiej stronie. Skręcam w lewo na grań szczytową. Na grani puszczam wszystkie zespoły, które schodzą i powoli pnę się do góry. Wreszcie trawers, trzeba uważać, bo jest trochę powietrza pod stopami po chwili już jestem na bloku szczytowym i siadam przy figurce Madonny.
Poprzedniego dnia zjadłem, bardzo dobra kolacje w schronisku, wiec nie jestem bardzo głodny. Zresztą kolacje bardzo miło wspominam, dosiadłem się do stołu z przewodnikami alpejskimi, którzy nazajutrz mieli wyruszać na szczyt ze swoimi klientami. Przy szklance wina rozmawialiśmy o drodze na Gran Paradiso i o górach. Schodzę na śniadanie, kawa sucharki, miód, masełko, dużo tego nie ma, ale zawsze cos, a żołądek domaga się czegoś ciepłego. Pakuje plecak i ruszam. Idę pomiędzy zespołami, jest tyle osób, ze prawie nie musze zapalać czołówki. Dochodzimy do lodowca, już powoli świta, robię małą przerwę, a potem wchodzę na lodowiec. Przechodzę bez trudu stromą dolną partię potem już zostaje monotonne podejście, ale za to jakie widoki! Wreszcie dochodzę do szczeliny brzeżnej; jeden krok na mostku, druga noga za mostek i już jestem po drugiej stronie. Skręcam w lewo na grań szczytową. Na grani puszczam wszystkie zespoły, które schodzą i powoli pnę się do góry. Wreszcie trawers, trzeba uważać, bo jest trochę powietrza pod stopami po chwili już jestem na bloku szczytowym i siadam przy figurce Madonny.


